Długo myślałam wieczorem po powrocie od Fede. Olga podczas kolacji zachowywała się bardzo dziwnie i cały czas posyłała mi ukradkowe spojrzenia. Po wczorajszym posiłku z przyjaciółmi dużo rozglądałam się po domu pana Castillo. Gdy wszyscy oglądali film, który zupełnie mnie nie interesował wzięłam album leżący na biurku Włocha i zaczęłam go przeglądać. Zatrzymałam się na dłużej przy zdjęciu małej dziewczynki, jeśli się nie mylę była to Violetta. Czemu przyglądałam się szatynce? Cały czas wpatrywałam się w jej uśmiech, rysy twarzy... Była niewiarygodnie podobna do mnie. Myślę, że byłoby to widać bardziej gdyby nie moje teraz czerwone włosy, zanim je przemalowałam były w identycznym odcieniu jak te Violi. Federico wspominał, że dziewczynki uprowadzone zostały przez Szwedzkich porywaczy... Ja też kiedyś mieszkałam w Szwecji. Dlaczego my się w ogóle stamtąd przeprowadziliśmy? Bardzo mnie to ciekawiło więc postanowiłam zapytać o to rodziców. Po zadaniu pytania spojrzeli na mnie groźnie.
- Nie interesuj się nie swoimi sprawami. - warknęła oburzona matka.
- Tylko pytam.
- To nie pytaj! - od nich niczego się nie dowiem. Poczekam aż wyjdą do pracy, może wtedy uda mi się coś znaleźć. Po paru godzinach rodziców już nie było. Tylko gdzie ja znajdę jakieś informacje? Wiem! Otworzyłam starą, drewnianą szufladę. Była tam sterta dokumentów. Zaczęłam szperać między papierami. A co to za koperty? Sąd? Zmiana nazwisk? Co?! Jak to?! Otworzyłam koperty wynikało z nich, że zmienili dwa nazwiska... Violetta Castillo na Roxy Vidal, oraz Francesca Castillo na Fausta Vidal. Nie wierzę! To nie może być prawda! Nie!
- Fausta! - powiedziałam chowając kartki do szuflady i wciskając do torby koperty, które mnie interesowały.
- Coś się stało? - popatrzyła na mnie dziwnie.
- Tak! Zwijaj się, idziemy do domu Castillo. - powiedziałam stanowczym tonem, blondynka nawet się nie odezwała, założyłyśmy buty i wyszłyśmy na zewnątrz.
- V, dlaczego jesteś taka zdenerwowana? - zadała mi pytanie siostra. Kiedy szykowałam się do odpowiedzi, zdałam sobie z czegoś sprawę. V jak Violetta. Wszyscy tak na mnie mówią, ponieważ Fausta nazywała mnie tak odkąd pamiętam. Czy ludzie, którzy nas wychowują nie są naszymi rodzicami? To wszystko jest przerażające. - Roxy?
- Zaraz wszystkiego się dowiesz. - odpowiedziałam pukając do drzwi willi, pod którą stałyśmy. Otworzył nam zdziwiony Włoch.
- Hej piękne, o czymś zapomniałem? - zaśmiał się.
- Coś odkryłam. - oznajmiłam przechodząc obok Fede.
- Mamy się bać? - zagadnęła Fausta, na co obydwoje się zaśmiali.
- To nie jest zabawne. - powiedziałam z powagą. - Olga jest w domu?
- Tak, zawołam ją. - przytaknął chłopak. - Olga! Możesz przyjść do salonu?!
- Już pędzę! - odkrzyknęła czarnowłosa kobieta przy tuszy, wbiegając do wymienionego wcześniej pomieszczenia, po czym usiadła na kanapie stojącej po drugiej stronie ciemnego stolika do kawy.
- No więc, o co chodzi? - zapytała Fausta.
- Olgita, wytłumacz dlaczego przez całą wczorajszą kolację tak mi się przyglądałaś.
- Tak jakoś, sama nie wiem. - odpowiedziała zakłopotana.
- Szczerze kochana, szczerze. - próbowałąm podnieść ją na duchu.
- No dobrze. - westchnęła. - Wydawało mi się, że jesteś porażająco podobna do Violetty, ale to na pewno nie jest prawda...
- Nie, Olga. To jest prawda, też to zauważyłam. Dlatego postanowiłam poszperać w dokumentach, które są w naszym domu. - przerwałam jej wyjmując na ławę kilka kopert. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. - Z tego wynika, że w rzeczywistości mam na imię Violetta, a Fausta to Francesca...
- Nie interesuj się nie swoimi sprawami. - warknęła oburzona matka.
- Tylko pytam.
- To nie pytaj! - od nich niczego się nie dowiem. Poczekam aż wyjdą do pracy, może wtedy uda mi się coś znaleźć. Po paru godzinach rodziców już nie było. Tylko gdzie ja znajdę jakieś informacje? Wiem! Otworzyłam starą, drewnianą szufladę. Była tam sterta dokumentów. Zaczęłam szperać między papierami. A co to za koperty? Sąd? Zmiana nazwisk? Co?! Jak to?! Otworzyłam koperty wynikało z nich, że zmienili dwa nazwiska... Violetta Castillo na Roxy Vidal, oraz Francesca Castillo na Fausta Vidal. Nie wierzę! To nie może być prawda! Nie!
- Fausta! - powiedziałam chowając kartki do szuflady i wciskając do torby koperty, które mnie interesowały.
- Coś się stało? - popatrzyła na mnie dziwnie.
- Tak! Zwijaj się, idziemy do domu Castillo. - powiedziałam stanowczym tonem, blondynka nawet się nie odezwała, założyłyśmy buty i wyszłyśmy na zewnątrz.
- V, dlaczego jesteś taka zdenerwowana? - zadała mi pytanie siostra. Kiedy szykowałam się do odpowiedzi, zdałam sobie z czegoś sprawę. V jak Violetta. Wszyscy tak na mnie mówią, ponieważ Fausta nazywała mnie tak odkąd pamiętam. Czy ludzie, którzy nas wychowują nie są naszymi rodzicami? To wszystko jest przerażające. - Roxy?
- Zaraz wszystkiego się dowiesz. - odpowiedziałam pukając do drzwi willi, pod którą stałyśmy. Otworzył nam zdziwiony Włoch.
- Hej piękne, o czymś zapomniałem? - zaśmiał się.
- Coś odkryłam. - oznajmiłam przechodząc obok Fede.
- Mamy się bać? - zagadnęła Fausta, na co obydwoje się zaśmiali.
- To nie jest zabawne. - powiedziałam z powagą. - Olga jest w domu?
- Tak, zawołam ją. - przytaknął chłopak. - Olga! Możesz przyjść do salonu?!
- Już pędzę! - odkrzyknęła czarnowłosa kobieta przy tuszy, wbiegając do wymienionego wcześniej pomieszczenia, po czym usiadła na kanapie stojącej po drugiej stronie ciemnego stolika do kawy.
- No więc, o co chodzi? - zapytała Fausta.
- Olgita, wytłumacz dlaczego przez całą wczorajszą kolację tak mi się przyglądałaś.
- Tak jakoś, sama nie wiem. - odpowiedziała zakłopotana.
- Szczerze kochana, szczerze. - próbowałąm podnieść ją na duchu.
- No dobrze. - westchnęła. - Wydawało mi się, że jesteś porażająco podobna do Violetty, ale to na pewno nie jest prawda...
- Nie, Olga. To jest prawda, też to zauważyłam. Dlatego postanowiłam poszperać w dokumentach, które są w naszym domu. - przerwałam jej wyjmując na ławę kilka kopert. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. - Z tego wynika, że w rzeczywistości mam na imię Violetta, a Fausta to Francesca...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz